18 grudnia 2010

Brakowało mi tego mieszkanka pełnego życia,
 pomarańczowego świata odbijającego się od błękitnych ścian ( Aluś tu naprawdę jest widno ;)) i tworzącego ten niezwykły klimat,
mojego akustyka, o niezwykłym brzmieniu,
drewnianego lustra, przy którym nie jedną etiudę ćwiczyłam,
zdjęć, wspomnień z nimi związanych,
moich żab,
widoku za oknem, jak z bajki.... gdy uliczka jest cała zaśnieżona, wszystkie krzewy, choinki...
trzymania nóg na biurku,
wyzwań, piłowanie choinki mnie czeka!
Fuńki,
etc.

ps. Fajnie tu ;)

12 grudnia 2010

Mój wakacyjny plan dwóch kierunków studiów,był z lekka szalony. Im bliżej sesji tym bardziej zaczynam się bać czy podołam. Jak widzę ilości materiałów na egzamin, nie obawiam się czy starczy tuszu na drukowanie, bądź czy drukarka da radę... raczej czy ja dam! Drukuję i porządkuje wszystkie notatki elektroniczne z nadzieją, że w święta otulona kocem z kubkiem gorącej herbatki spróbuję to jakoś ogarnąć. I co z tego że za kilka miesięcy mam bronić licencjatu..., nad całym rokiem wisi groźba niezaliczenia przedmiotu, niestety bardzo realna.
Moje dzieciaki coraz więcej wymagają uwagi, coraz bardziej o nią zabiegają w przeróżny sposób. I nie można im tego odmówić. Już nawet codzienne wpisy na facebook'u od nich mnie nie dziwią, gadu też już mają, na szczęście jeszcze na telefon nie dzwonią, bo brak im środków na koncie  ;)
I tak to wszystko się przeplata w ten zimowy czas,zasypane śniegiem, topniejące, śliskie, uczące pokory.

2 grudnia 2010

Pierwsza tego roku bitwa śnieżna ;)

Wyszłam tylko popilnować moje dzieciaki przy odśnieżaniu przez nie boiska z pierwszego śniegu który spadł w nocy, a skończyło się na pięcioosobowej bitwie śnieżnej na dwa zespoły. Marzyłam o niej od miesięcy! Moje córeczki były w siódmym niebie,że znowu z nimi jestem, a chłopacy mieli duży i do tego ruchomy obiekt do którego należało celować, a który wyznaczył zasady zabawy i się ich trzymał. I co z tego że zmarzłam, że przemokły mi rękawiczki, że wróciłam cała biała, że jestem przeziębiona. Może ta chwila frajdy z wychowawcą była im potrzebna?

26 listopada 2010

Wczoraj i we wt patrząc na moje dzieciaki przeszło mi przez myśl, że gdy ja byłam w ich wieku... Ciekawe to musiało być połączenie dziecka, które musi być dorosłe nagle. Moja Ania, córeczka, ma 9 lat. Jest malutka, drobniutka ale zadziorna i lubiąca się bić. I zobaczyłam siebie rok od niej starszą, ale inną niż te moje słoneczka. Nie tak beztroską jak one. Zmuszoną do bycia poważną. Wyrwaną ze świata dzieci.

16 listopada 2010

19 stopni, piękne słoneczko i Warszawa... taka może być cała zima ;)

Stare Miasto w Warszawie wygląda przeuroczo w blasku wchodzącego słońca...,początkowo czerwonego a później tego ostrego żółtego, ostro atakującego oczy z samego rana. Pociągi sunące przez miasto, pełne ludzi śpieszących się do pracy. Życie które zaczyna się wraz ze wchodem słońca a nieraz wcześniej, anonimowość i pośpiech. I ten dom, 40 km od Stolicy. Pełen ciepła i radości i życia. Z dwoma psami, niezwykłymi, uwielbiającymi gdy się ktoś z nimi bawi i wyrażającymi przywiązanie i sympatię w przedziwny sposób. Odskocznia od rzeczywistości, miejsce gdzie czuję że żyję i chce tam wracać.

9 listopada 2010

Mamma mia...

Przychodzi taki czas kiedy robienie inteligentnej miny słuchając wykładowcy, mówiącego w obcym języku nie wystarcza. Taki czas nadszedł. Przez pierwszy tydzień studiów każdy z nas nauczył się specyficznego sposobu patrzenia i nabrał odpowiedniego wyrazu twarzy, tak że każdy wykładowca czuł,że go rozumiemy. Na egzaminie człowiek 'wypluwał' z siebie całą zawartość notatek(skrypt był za długi), tworzył proste zdania, które sam rozumiał i starał się tak manipulować wykładowcą, aby ten nie zadał zbyt trudnego, niezrozumiałego pytania.
Ale czasy się zmieniają. Teraz do inteligentnej miny trzeba dodać rozumienie a także odpowiadanie. I to co najtrudniejsze,rozumienie książek popularnonaukowych w obcym języku...,czyli czas napisać licencjat po włosku ;)