Jeden z moich wychowanków, został zawieszony i nie ma prawa wchodzić do oratorium. Mimo tego codziennie krąży pod naszymi oknami w nadziei na to że może uda sitę pogadać z kolegami, wychowawcami, a kierownika unika jak diabeł święconej wody.
Dziś też przyszedł. Akurat kadra siedziała w biurze na pedagogicznej rozmowie z wychowankami, czyli na dywaniku u kierownika. Ktoś zapukał w okno i za chwilę drzwi oratorium się otworzyły... To nasz gagatek przyszedł. Wyszła do niego koleżanka, by po chwili wprowadzić go do biura. Przyszedł w wojskowym mundurze z czasów Drugiej Wojny Światowej i z karabinem....
Po jego wyjściu zabrakło nam słów na komentarz, więc zwyczajnie ryknęliśmy śmiechem.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzieciątka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzieciątka. Pokaż wszystkie posty
7 lutego 2012
23 stycznia 2012
Motylki zdechły, zanim tak naprawdę dobrze wyrosły. Mnie osobiście to przeraziło. Osoba która wiele znaczyła, nagle nie znaczy nic więcej niż znajomy. Przeraziło go to. Pojęcie 'my' i 'nas' się rozpadło.
A w tle Sabaton..., cichutko, nie tak głośno jak w oratorium... To ostatnio nasz ulubiony zespół. Puszczany jest b. głośno i jeszcze basiki podkręcamy...
I sesja dopadła... Walka mega! Dziś poniedziałek a ja mam serdecznie dosyć.
A w tle Sabaton..., cichutko, nie tak głośno jak w oratorium... To ostatnio nasz ulubiony zespół. Puszczany jest b. głośno i jeszcze basiki podkręcamy...
I sesja dopadła... Walka mega! Dziś poniedziałek a ja mam serdecznie dosyć.
8 stycznia 2012
Nowy rok przyniósł sporo zmian, miłość, a może tylko zauroczenie, ból i bezsilność, bezradność, niemoc, bliskość prawdziwych przyjaciół. Inne relacje rodzinne.
Każdy dzień mnie zaskakuje. Jest inaczej, piękniej, zaskakuje mnie wiele spraw, które nabierają pozytywnego koloru.
Ból uczy pokory... ( skoro i tak każdy ruch boli i męczy, to lepiej przeczekać, że następnego dnia przejdzie). Uczy walki. Pokazuje też różne sprawy niepoukładane, i daje siłę je poukładać, zwłaszcza że pod koniec poprzedniego roku sporo się poprzewracało.
Moje dzieciaki uczą się że ich pani nie ma tyle sił co kiedyś i często nie daje rady, więc nie można szaleć.
Każdy dzień mnie zaskakuje. Jest inaczej, piękniej, zaskakuje mnie wiele spraw, które nabierają pozytywnego koloru.
Ból uczy pokory... ( skoro i tak każdy ruch boli i męczy, to lepiej przeczekać, że następnego dnia przejdzie). Uczy walki. Pokazuje też różne sprawy niepoukładane, i daje siłę je poukładać, zwłaszcza że pod koniec poprzedniego roku sporo się poprzewracało.
Moje dzieciaki uczą się że ich pani nie ma tyle sił co kiedyś i często nie daje rady, więc nie można szaleć.
11 grudnia 2011
Mikołajki w świetlicy. Mikołaj rozdaje paczki, a jedno z moich wspaniałych dzieci zaczyna buntować kierownika: 'Księże, niech p.Dusia dostanie paczkę dopiero jak pójdzie do spowiedzi'... I się zaczęło! Kierownik w siódmym niebie z zadziornym uśmiechem na twarzy, a ta Mała Zaraza dalej go podpuszcza.
I stało się. Dzieciaki złapały mnie za nogi i ręce i wynoszą z kuchni w stronę wyjścia z głośnymi krzykami: 'p.Dusia idzie do spowiedzi!', ale i mi się udało w połowie drogi mnie puściły... Dwa dni bólu kręgosłupa w zamian i przytulanki przeprosinowe!
I stało się. Dzieciaki złapały mnie za nogi i ręce i wynoszą z kuchni w stronę wyjścia z głośnymi krzykami: 'p.Dusia idzie do spowiedzi!', ale i mi się udało w połowie drogi mnie puściły... Dwa dni bólu kręgosłupa w zamian i przytulanki przeprosinowe!
13 listopada 2011
Leniwy weekend, baaaardzo leniwy. Z dobrą książką i fajnymi filmami. Wreszcie na spokojnie, bez biegu... Plotki z dawno nie widzianą kumpelą przy grzańcu (oj wesoło było, hi hi hi), wieczorny spacer.
Jutro czas wystąpić w nowej roli- wychowawcy w szkole, czyli idę dowiedzieć się o moje dzieciaki. Dziwne uczucie..., zawsze wydawało mi się, że chodzenie do szkoły na dni otwarte to przywilej dorosłych..., hmmm ja też już jestem dorosła...
Jutro czas wystąpić w nowej roli- wychowawcy w szkole, czyli idę dowiedzieć się o moje dzieciaki. Dziwne uczucie..., zawsze wydawało mi się, że chodzenie do szkoły na dni otwarte to przywilej dorosłych..., hmmm ja też już jestem dorosła...
22 września 2011
15 września 2011
23 lipca 2011
Marzenie spełnione - zatrudniona jako wychowawca! Yuuuuupi! ;) Podejście do tych moich dzieciaków też się zmieniło! I ten niespodziewany stres przed pierwszym dniem... Choć od 3 lat znam to miejsce! Prawie miesiąc już w nowej roli! A może i tej samej...
Krótkie spotkanie z najmłodszą latoroślą rodzinną, moją Małą Pyrą! Tą która kiedyś będzie jeszcze bardziej zajebista niż jej ciocia! A ile radości dał mi czas z tym pięcioletnim skarbem! I dawno nie słyszałam tyle razy 'kocham cie' co w ten szczególny weekend!
I mój drugi świat, którym żyje. Małe pomieszczenie, klimatyczne, pełne dzieł sztuki współczesnej! Kobieta z drzewem cytrusowym, spogląda na mnie każdego dnia. Jest coś wyjątkowego w jej spojrzeniu!
Krótkie spotkanie z najmłodszą latoroślą rodzinną, moją Małą Pyrą! Tą która kiedyś będzie jeszcze bardziej zajebista niż jej ciocia! A ile radości dał mi czas z tym pięcioletnim skarbem! I dawno nie słyszałam tyle razy 'kocham cie' co w ten szczególny weekend!
I mój drugi świat, którym żyje. Małe pomieszczenie, klimatyczne, pełne dzieł sztuki współczesnej! Kobieta z drzewem cytrusowym, spogląda na mnie każdego dnia. Jest coś wyjątkowego w jej spojrzeniu!
9 kwietnia 2011
Tego co się wydarzyło w tym ostatnim czasie, nie da się ubrać w słowa, trzeba to przeżyć. Poczuć to. Roześmiać się na pytanie od dzieci, czy jestem w ciąży, bo ubrałam luźną bluzkę. W kilka chwil uspokoić się, bo przyszłam do oratorium i skończył się czas gdy jestem dla siebie. Uśmiechnąć się i ze spokojem odpowiedzieć znajomym, że nie jesteśmy parą, i 'co ma być to będzie' uprzedzając kolejne pytanie. Usłyszeć że 'Rów Mariański przy twoich dołach to nic! Ale dalej niewiem jak ty w nie wchodzisz i z nich wychodzisz...'. I co dla mnie najważniejsze: czuć obecność i bliskość przyjaciół! I usłyszeć że mogę na nich liczyć (choć chciałabym, aby i oni wiedzieli że mogą na mnie liczyć).
To tylko jedna setna 'mojej siły napędowej', tego co pozwala mi w piątkowy wieczór, po mega wyczerpującym tygodniu pójść spokojnie spać!
3 marca 2011
12 grudnia 2010
Mój wakacyjny plan dwóch kierunków studiów,był z lekka szalony. Im bliżej sesji tym bardziej zaczynam się bać czy podołam. Jak widzę ilości materiałów na egzamin, nie obawiam się czy starczy tuszu na drukowanie, bądź czy drukarka da radę... raczej czy ja dam! Drukuję i porządkuje wszystkie notatki elektroniczne z nadzieją, że w święta otulona kocem z kubkiem gorącej herbatki spróbuję to jakoś ogarnąć. I co z tego że za kilka miesięcy mam bronić licencjatu..., nad całym rokiem wisi groźba niezaliczenia przedmiotu, niestety bardzo realna.
Moje dzieciaki coraz więcej wymagają uwagi, coraz bardziej o nią zabiegają w przeróżny sposób. I nie można im tego odmówić. Już nawet codzienne wpisy na facebook'u od nich mnie nie dziwią, gadu też już mają, na szczęście jeszcze na telefon nie dzwonią, bo brak im środków na koncie ;)
I tak to wszystko się przeplata w ten zimowy czas,zasypane śniegiem, topniejące, śliskie, uczące pokory.
Moje dzieciaki coraz więcej wymagają uwagi, coraz bardziej o nią zabiegają w przeróżny sposób. I nie można im tego odmówić. Już nawet codzienne wpisy na facebook'u od nich mnie nie dziwią, gadu też już mają, na szczęście jeszcze na telefon nie dzwonią, bo brak im środków na koncie ;)
I tak to wszystko się przeplata w ten zimowy czas,zasypane śniegiem, topniejące, śliskie, uczące pokory.
2 grudnia 2010
Pierwsza tego roku bitwa śnieżna ;)
Wyszłam tylko popilnować moje dzieciaki przy odśnieżaniu przez nie boiska z pierwszego śniegu który spadł w nocy, a skończyło się na pięcioosobowej bitwie śnieżnej na dwa zespoły. Marzyłam o niej od miesięcy! Moje córeczki były w siódmym niebie,że znowu z nimi jestem, a chłopacy mieli duży i do tego ruchomy obiekt do którego należało celować, a który wyznaczył zasady zabawy i się ich trzymał. I co z tego że zmarzłam, że przemokły mi rękawiczki, że wróciłam cała biała, że jestem przeziębiona. Może ta chwila frajdy z wychowawcą była im potrzebna?
26 listopada 2010
Wczoraj i we wt patrząc na moje dzieciaki przeszło mi przez myśl, że gdy ja byłam w ich wieku... Ciekawe to musiało być połączenie dziecka, które musi być dorosłe nagle. Moja Ania, córeczka, ma 9 lat. Jest malutka, drobniutka ale zadziorna i lubiąca się bić. I zobaczyłam siebie rok od niej starszą, ale inną niż te moje słoneczka. Nie tak beztroską jak one. Zmuszoną do bycia poważną. Wyrwaną ze świata dzieci.
21 października 2010
Paula i Renia miały dziś pogadankę z kierownikiem, z której wyszły zapłakane. Takie też wtuliły się we mnie i koleżankę i zapłakały nam całe ubrania. Cóż... nie zawsze bycie mamą to sama radość!
Jutro wyjeżdżamy,zamykamy oratorium na cztery spusty, pakujemy się do busa i w drogę! Zaczynamy tegoroczną integrację! Jedzenie zawiezione,w piecu się pali. Dwójka wychowawców nad tym czuwa! A ja jutro zgarniam resztę rzeczy i bachorków i dojeżdżamy. Od początku tygodnia dzieciaczki pytały czy jadę i ze smutkiem reagowały na moją negację. Dziś dowiedziałam się że muszę, to jadę. Wytrzymałam z zapaleniem ucha, wytrzymam i z zapaleniem zatok!
Jutro wyjeżdżamy,zamykamy oratorium na cztery spusty, pakujemy się do busa i w drogę! Zaczynamy tegoroczną integrację! Jedzenie zawiezione,w piecu się pali. Dwójka wychowawców nad tym czuwa! A ja jutro zgarniam resztę rzeczy i bachorków i dojeżdżamy. Od początku tygodnia dzieciaczki pytały czy jadę i ze smutkiem reagowały na moją negację. Dziś dowiedziałam się że muszę, to jadę. Wytrzymałam z zapaleniem ucha, wytrzymam i z zapaleniem zatok!
15 października 2010
Pojechaliśmy na basen, pierwszy raz w tym roku szkolnym. Dzieciaki ze świetlicy, troje wychowawców, ksiądz kierownik, jakieś dzieciaki od księdza ze szkoły i kilkoro rodziców. Kierownik ćwiczył przerzuty dzieci przez ramię w basenie solankowym ( prawie jak na macie :P ), kolega pływał na sportowym pilnując dwie starsze pannice ( żmije jedne :D ), a ja z koleżanką udałyśmy się na trochę do jacuzzi aby tam chować się przed żmijami.
Dzieciaki szalały na maksa, dzięki ich pomocy utopiłam i odzyskałam okulary ( któż normalny wchodzi na basen z dodatkowym wzrokiem!? ), moje córki zupełnie na luzie wołały na mnie 'mamo' nawet przy swoich własnych mamach - żadna nie zabiła mnie za to :D
I w tym tygodniu zyskałam dwie nowe córki, cała piątka kłóci się o mnie ile wlezie, każda chce mnie na wyłączność i są o siebie b.zazdrosne! A ja każdą z nich kocham tak samo!
7 października 2010
Kaśka, moja córeczka, przyszła dziś do mnie i przytuliła się. Cały dzień była smutna. Nasz kierownik zapytał ją a raczej wyskoczył na nią z pytaniem 'Kaśka a Ty co masz problemy w domu'. Dziewczynka jeszcze bardziej się wtuliła i nie odezwała. Pograłam z nią w grę, porysowałam po tablicy, pomogła mi w kuchni, pokręciła się koło swojego katechety i dotrwała do końca dnia.
5 października 2010
Przyszedł dziś do nas Misiek, chłopiec drugoklasowy, będący drugi raz w tej samej klasie. Ma ogromne problemy z czytaniem i mówieniem. Obiecałam zacząć z nim pracować, ćwiczyć wymowę, czytanie. Może za tydzień lub dwa będę mogła zacząć... Czekam tylko aż ja, przyszła pani logopeda przestanę seplenić. Choć Misiek się ucieszył że seplenię jak on, dobrze że to tylko czasowe.
31 lipca 2010
22 czerwca 2010
Będzie mi brakować:
długich rozmów o wszystkim,
mierzenia dziwnych ubrań,
lodów miętowych i frytek w bułce,
picia tymbarka na ławkach w parku,
zapachu Odry,
wiatru i słońca które akompaniują szczerości,
wspólnego śmiechu,
mojego niezastąpionego Ala,
i jej pięknych oczu,
ukochanego Taty,
w tym zapachu jego perfum,
mojego kochanego Słoneczka,
które gdy trzeba pobije się ze mną,
moich wspaniałych córek,
mojej pracy...
I tak mogę w nieskończoność...
długich rozmów o wszystkim,
mierzenia dziwnych ubrań,
lodów miętowych i frytek w bułce,
picia tymbarka na ławkach w parku,
zapachu Odry,
wiatru i słońca które akompaniują szczerości,
wspólnego śmiechu,
mojego niezastąpionego Ala,
i jej pięknych oczu,
ukochanego Taty,
w tym zapachu jego perfum,
mojego kochanego Słoneczka,
które gdy trzeba pobije się ze mną,
moich wspaniałych córek,
mojej pracy...
I tak mogę w nieskończoność...
16 czerwca 2010
Miłość rodzi miłość. Dwa dni poprzednie były bardzo nerwowe, przygotowanie do egzaminu, egzamin. Do tego nie jestem zadowolona z jego wyniku. Wczoraj moje dzieciaki miały ze mną istne męki. Złościłam się, krzyczałam, wszystko mnie denerwowało. Moje córeczki jak codzień przytulały się, przychodziły do mnie. Tylko ja nie umiałam dać im tego co potrzebowały. Dziś w podobnym nastroju przyszłam do oratorium. Dzięki Bogu, zszedł na dół mój Tatuś, już wiedział w jakim jestem nastroju. Opanowałam tą garstkę bachorków biegających po świetlicy i mogłam choć chwilkę spędzić z moim Ojcem. Krótka rozmowa, krótkie spotkanie. Dostałam taką porcję miłości jakiej potrzebowałam i już za chwilę gdy wbiegły moje córeczki mogłam się z nimi dzielić tym co dostałam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
