Charakterystyczny dzwonek: wiadomo, mama dzwoni. Rozmowa o wszystkim i niczym. Aż tu mama zadaje najważniejsze pytanie dot. mojego przyjazdu.
M: A kiedy do mnie przyjedziesz?
D: Mogę 7go lutego, ale 10go muszę być spowrotem....
M: Na tak krótko!? Myślałam że chociaż na 4 dni przyjedziesz...
D: Mamuś...., ale ja już przecież pracuje....
(...)
M: I masz choć dwa całe dni poświęcić tylko dla mnie! Musimy pochodzić po sklepach, wyprzedaże będą. A poza tym może się wreszcie dogadamy ze sobą... Znajdziemy wspólny język...?
D: Tak mamo... migowy....
M: Dobrze, już zaczynam naukę.
15 stycznia 2012
8 stycznia 2012
Nowy rok przyniósł sporo zmian, miłość, a może tylko zauroczenie, ból i bezsilność, bezradność, niemoc, bliskość prawdziwych przyjaciół. Inne relacje rodzinne.
Każdy dzień mnie zaskakuje. Jest inaczej, piękniej, zaskakuje mnie wiele spraw, które nabierają pozytywnego koloru.
Ból uczy pokory... ( skoro i tak każdy ruch boli i męczy, to lepiej przeczekać, że następnego dnia przejdzie). Uczy walki. Pokazuje też różne sprawy niepoukładane, i daje siłę je poukładać, zwłaszcza że pod koniec poprzedniego roku sporo się poprzewracało.
Moje dzieciaki uczą się że ich pani nie ma tyle sił co kiedyś i często nie daje rady, więc nie można szaleć.
Każdy dzień mnie zaskakuje. Jest inaczej, piękniej, zaskakuje mnie wiele spraw, które nabierają pozytywnego koloru.
Ból uczy pokory... ( skoro i tak każdy ruch boli i męczy, to lepiej przeczekać, że następnego dnia przejdzie). Uczy walki. Pokazuje też różne sprawy niepoukładane, i daje siłę je poukładać, zwłaszcza że pod koniec poprzedniego roku sporo się poprzewracało.
Moje dzieciaki uczą się że ich pani nie ma tyle sił co kiedyś i często nie daje rady, więc nie można szaleć.
13 grudnia 2011
Kilka dni temu nagle zmarła młoda dziennikarka z miasta w którym kiedyś mieszkałam. Miała 32 lata, męża dwójkę dzieci, w tym jedno kilkumiesięczne. Położyła się spać i już się nie obudziła. Po usłyszeniu tej informacji pojawiła się myśl, w sumie refleksja, że nigdy nie wiadomo kiedy Pan zawoła do siebie...
11 grudnia 2011
Mikołajki w świetlicy. Mikołaj rozdaje paczki, a jedno z moich wspaniałych dzieci zaczyna buntować kierownika: 'Księże, niech p.Dusia dostanie paczkę dopiero jak pójdzie do spowiedzi'... I się zaczęło! Kierownik w siódmym niebie z zadziornym uśmiechem na twarzy, a ta Mała Zaraza dalej go podpuszcza.
I stało się. Dzieciaki złapały mnie za nogi i ręce i wynoszą z kuchni w stronę wyjścia z głośnymi krzykami: 'p.Dusia idzie do spowiedzi!', ale i mi się udało w połowie drogi mnie puściły... Dwa dni bólu kręgosłupa w zamian i przytulanki przeprosinowe!
I stało się. Dzieciaki złapały mnie za nogi i ręce i wynoszą z kuchni w stronę wyjścia z głośnymi krzykami: 'p.Dusia idzie do spowiedzi!', ale i mi się udało w połowie drogi mnie puściły... Dwa dni bólu kręgosłupa w zamian i przytulanki przeprosinowe!
13 listopada 2011
Leniwy weekend, baaaardzo leniwy. Z dobrą książką i fajnymi filmami. Wreszcie na spokojnie, bez biegu... Plotki z dawno nie widzianą kumpelą przy grzańcu (oj wesoło było, hi hi hi), wieczorny spacer.
Jutro czas wystąpić w nowej roli- wychowawcy w szkole, czyli idę dowiedzieć się o moje dzieciaki. Dziwne uczucie..., zawsze wydawało mi się, że chodzenie do szkoły na dni otwarte to przywilej dorosłych..., hmmm ja też już jestem dorosła...
Jutro czas wystąpić w nowej roli- wychowawcy w szkole, czyli idę dowiedzieć się o moje dzieciaki. Dziwne uczucie..., zawsze wydawało mi się, że chodzenie do szkoły na dni otwarte to przywilej dorosłych..., hmmm ja też już jestem dorosła...
4 listopada 2011
Subskrybuj:
Posty (Atom)