8 maja 2012

I się zapatrzyłam...

16 marca 2012

'Jeśli ty nie podejmujesz ważnych decyzji w życiu, los podejmie je za ciebie...'

I te słowa znajomej wypełniają się w moim życiu na maksa. Nie umiałam miesiąc temu wyleżeć choroby, to dopadła mnie od nowa i wsadziła do łóżka, nie pozwalając z niego wyjść. Świat pięknie wirował. I nawet zapomniałam jak brzmi mój naturalny prawdziwy głos.

Pewne sprawy się kończą inne zaczynają. Trzeba to ogarnąć, poukładać. Ale nie po łebkach tylko raz a porządnie!

4 marca 2012

Nie sądziłam że kwiaty, które się dostaje od kolegi mogą wywołać uśmiech. I choć miałam nadzieję dostać je od kogoś innego to się nie udało. Za szybko go pogoniłam. Nie wytrzymałam. Wspomnienie, zdjęcie, brzmienie imienia powoduje ból. Przejdzie. Przecież karty nawet to mówią, że się ułoży, że będzie dobrze. A tymczasem wykorzystuję każdą chwilę jaką mi inni nonstop organizują. A gdy ból staje się nieznośny...

7 lutego 2012

Jeden z moich wychowanków, został zawieszony i nie ma prawa wchodzić do oratorium. Mimo tego codziennie krąży pod naszymi oknami w nadziei na to że może uda sitę pogadać z kolegami, wychowawcami, a kierownika unika jak diabeł święconej wody.
Dziś też przyszedł. Akurat kadra siedziała w biurze na pedagogicznej rozmowie z wychowankami, czyli na dywaniku u kierownika. Ktoś zapukał w okno i za chwilę drzwi oratorium się otworzyły... To nasz gagatek przyszedł. Wyszła do niego koleżanka, by po chwili wprowadzić go do biura. Przyszedł w wojskowym mundurze z czasów Drugiej Wojny Światowej i z karabinem....
Po jego wyjściu zabrakło nam słów na komentarz, więc zwyczajnie ryknęliśmy śmiechem.

23 stycznia 2012

Motylki zdechły, zanim tak naprawdę dobrze wyrosły. Mnie osobiście to przeraziło. Osoba która wiele znaczyła, nagle nie znaczy nic więcej niż znajomy. Przeraziło go to. Pojęcie 'my' i 'nas' się rozpadło.

A w tle Sabaton..., cichutko, nie tak głośno jak w oratorium... To ostatnio nasz ulubiony zespół. Puszczany jest b. głośno i jeszcze basiki podkręcamy...

I sesja dopadła... Walka mega! Dziś poniedziałek a ja mam serdecznie dosyć.

15 stycznia 2012

Charakterystyczny dzwonek: wiadomo, mama dzwoni. Rozmowa o wszystkim i niczym. Aż tu mama zadaje najważniejsze pytanie dot. mojego przyjazdu.

     M: A kiedy do mnie przyjedziesz?
     D: Mogę 7go lutego, ale 10go muszę być spowrotem....
     M: Na tak krótko!? Myślałam że chociaż na 4 dni przyjedziesz...
     D: Mamuś...., ale ja już przecież pracuje....
     (...)
     M: I masz choć dwa całe dni poświęcić tylko dla mnie! Musimy pochodzić po sklepach, wyprzedaże                                                   będą. A poza tym może się wreszcie dogadamy ze sobą... Znajdziemy wspólny język...?
    D: Tak mamo... migowy....
    M: Dobrze, już zaczynam naukę.

8 stycznia 2012

Nowy rok przyniósł sporo zmian, miłość, a może tylko zauroczenie, ból i bezsilność, bezradność, niemoc, bliskość prawdziwych przyjaciół. Inne relacje rodzinne.

Każdy dzień mnie zaskakuje. Jest inaczej, piękniej, zaskakuje mnie wiele spraw, które nabierają pozytywnego koloru.

 Ból uczy pokory... ( skoro i tak każdy ruch boli i męczy, to lepiej przeczekać, że następnego dnia przejdzie). Uczy walki. Pokazuje też różne sprawy niepoukładane, i daje siłę je poukładać, zwłaszcza że pod koniec poprzedniego roku sporo się poprzewracało.

Moje dzieciaki uczą się że ich pani nie ma tyle sił co kiedyś i często nie daje rady, więc nie można szaleć.